Kiedyś mediów społecznościowych nie było. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy sobie tego nie potrafią wyobrazić, jednak reklamowanie się polegało na “krzyczeniu” na ulicach miast: bierz mnie! To ja Ci zrobię zajebiste zdjęcia!

Dzisiaj, jakoś tak mamy zdecydowanie łatwiej. Mimo tego, że media społecznościowe ucinają nam zasięgi, to i tak nie musimy wychodzić z domu i wywieszać plakatów bądź mówić każdemu z osobna: cześć, nazywam się Przemo i jestem fotografem weselnym. Kiedy się hajtasz? Wystarczy, że posadzę się w swoim biurze, w salonie lub sypialni pod kocem i wstawię post informujący o tym, że masz sprzęt, masz talent i serducho do trzaskania zdjęć.

Gdy to pisałem był czerwiec. Teraz mamy listopad roku 2020. Do dyspozycji jest: Facebook, Instagram, Pinterest, YouTube oraz TikTok. Korzystasz z tego wszystkiego? Te pytanie, nie jest skierowane tylko do fotografów. Również i do par młodych. Przecież w każdej aplikacji, znajdziesz profil fotografa, który będzie chwalił się swoimi zdjęciami lub opowiadał o swojej pasji. Osobiście, używam tych wszystkich aplikacji. Mimo tego, że jest to cholernie czasochłonna praca – jestem zadowolony z efektów. Mimo tego, że moje wyniki nie są mega zajebiste (mam nadzieję, że jeszcze), jednak widzę, że gdzieś ktoś nowy się pokazuje … co jakiś czas. I to jest fajne. Tym bardziej, że dzielę się swoją pasją z innymi. Zatem, w jaki sposób działam w mediach społecznościowych? Już Ci tłumaczę …

Bądź blisko każdego

Zaczniemy chyba od najbardziej powszechnej platformy, która przychodzi nam do głowy. Facebook! Przecież, tutaj spędzamy połowę naszego życia. Chociaż co niektórzy to i całe życie, a słowa piosenki “zasypiać i budzić się przy Tobie …” nabierają nowego znaczenia. Wracając, kiedyś, myślałem, że mają być tam tylko bajecznie piękne zdjęcia. Zakaz jest wstawiania czegokolwiek z telefonu. Opisy? Mają być bajeczne. Składniowo no i … odpowiednie emotki. Wiesz, tak mega elegancko. W końcu zajebistość się dobrze sprzedaje. Wchodzisz do salonu Lamborghini to nie widzisz wiochy. Starannie dopracowany każdy detal po to tylko aby ucieszyć oko nowego “przyjaciela”, który właśnie przyszedł.

Kilka lat temu, założyłem bloga, który działa do dziś (www.kawenski.pl). Tym samym, został założony facebook. Gdy założyłem firmę, postanowiłem uruchomić drugi profil. Na nim miała pojawiać się tylko fotografia. Tylko ta ładna, z pięknymi opisami. Bez “lipy”. Po roku, zadałem sobie pytanie: po cholerę mi dwa profile na facebooku? Przecież, mam dwie strony www. Mam dwa Instagramy. Skoro ktoś chce obejrzeć moje zdjęcia, może śmiało wejść na stronę. W końcu po to ona powstała. Tym samym, zrobiłem ankietę. Moja społeczność sama zadecydowała – wszystko pakuj na jeden profil! I tak też się stało. Dzisiaj facebooka traktuję z ogromnym dystansem. Znajdziesz na nim totalnie wszystko, czym się zajmuję – materiały kulisowe, zdjęcia z wesel czy z sesji, to jak remontuje mieszkanie czy też to jak tragicznie śpiewam … Czemu? Facebook “nie należy do mnie”. Nie mogę ułożyć tego, tak jak mi się to podoba. Jest to portal, który wypożyczam, który przedłuża moją reklamę. Cieszmy się, póki jest. A jak go nie będzie to wrócimy do życia na Naszej Klasie. Druga sprawa: tu przewijasz palcem jak na maratonie. Zatrzymujesz się na chwilę, zastanawiając się czy faktycznie kawenski.pl/kawenskifotografia ma coś ciekawego do przekazania. Zdjęcia z sesji? W sumie to ślubu nie biorę więc idę dalej … Zdjęcie zza kulis? Robi się ciekawiej, bo nie sądziłem, że to właśnie tak wygląda.

Zatem, gdzie tylko zdjęcia gotowe? Przede wszystkim strona www. To tu, mam wolną rękę do tego w jaki sposób będzie się ona przedstawiać. W jakich kolorach będzie tworzona i w jakim stylu. “To jest moje”. Wchodząc tu, masz czuć się jak u mnie w domu na kawie. Jest ten cholerny porządek. To jest mój świat. Ale oprócz strony jest również Instagram. Na nim, codziennie staram się publikować zdjęcie: te z sesji lub wesela. No dobra, kiedyś było codziennie. Dziś po prostu staram się być regularny.

Konto na YouTubie zakładałem z myślą o coverach. Z racji tego, że jestem muzykiem, chciałem robić wielką karierę … wyszło jednak tak, że moje koncerty odbywają się wtedy, gdy przychodzą znajomi i chcą mnie posłuchać. Chociaż i to się nie zdarza. Żart. Oczywiście, dalej publikuję tam muzykę, jednak z czasem w moim życiu pojawiło się dziennikarstwo. Zatem, doszły vlogi i kulisy różnych programów. Później pojawiła się fotografia. Tu również, jak na facebooku, pcham wszystko do jednego wora. Mimo tego, że ostatnio zastanawiałem się czy tworzyć osobny kanał fotograficzny i na podcasty, powiedziałem “nie”. Skoro masz mnie poznać, to poznaj w całości. Wszystko jest posegregowane, zatem odnajdziesz się na pewno. Nie ma potrzeby latania po trzech kanałach.

nie bój się nowości

W tym momencie, doszliśmy do momentu, w którym sam nie wiem “jak to coś działa”. Mówię tu o Pintereście oraz TikToku. To, że na jednym wrzucam zdjęcia i szukam inspiracji a na drugim wrzucam filmiki … to wiem, jednak nadal nie rozgryzłem tego “jak dobrze dotrzeć do ludzi”. Czy aby na pewno, to co tam robię jest dobre. Chyba tak, skoro nadal tam siedzę i publikuję swoje prace.

TikTok, to rewelacyjna aplikacja, która daje ogromne zasięgi. Problem jest jednak taki, że musisz trafić na tablicę, którą codziennie przewija milion użytkowników. Jak to zrobić? Ni jak, po prostu liczysz na cud … Przynajmniej ja tak mam. Bądź co bądź, jeszcze tego nie rozgryzłem. Jednak, widzę że kilku użytkowników trafia na mojego Instagrama. Zaczynają obserwować. Jest dobrze. Mało tego! Na rok 2021 trafiło mi się weselicho! Takie wyjazdowe, czyli takie które uwielbiam. Para Młoda jest z trójmiasta. I to właśnie Panna Młoda, nudząc się i przewijając palcem ekran tej aplikacji trafiła na mnie. Czaisz to? Moje pierwsze wesele z TikToka!

Jeśli chodzi o Pinteresta – coś tam wstawiam. Jednak bardziej się inspiruję. Tu zdecydowanie muszę się poprawić.

Na koniec, coś o czym jeszcze nie wspominałem: blog. Czyli coś, czego nie każda osoba się podejmuje. Jaki jest powód? Pisanie tekstów. Bądźmy szczerzy – nie masz tego pisać pod SEO. Pisz to od siebie. Ludzie bardziej to kupią. Oczywiście, dobrze jest się wbić w algorytm Googla. Jednak jeszcze lepiej, wbić się w serca Twoich “nowych przyjaciół”. Bądź wszędzie sobą, pokaż swoje “prawdziwe ja” – przecież taki też będziesz podczas wielkiego dnia przyszłych małżonków …